Bloog Wirtualna Polska
Jest 1 273 366 bloogów | losowy blog | inne blogi | zaloguj się | załóż bloga
Kanał ATOM Kanał RSS

DO-TYKANIE

Esencja subtelności, najdalszych - choć najbliższych zarazem asocjacji (czy w duchu wczesnego neosurrealizmu byłaby asocjacjonistką?) oraz autentycznej kobiecości (tu: poetycki oręż w czasach brutalnej inwazji feminizmu), której imię "DO-TYKANIE. TICK-TOUCHING" (tak bowiem brzmi tytuł jej najnowszego zbioru poezji (podkreślam - poezji, nie wierszy, dosyć już producentów wierszy! gdy niedomiar poezji...). Zbiór ukazał się staraniem Wydawnictwa Książkowego IBIS, w wersji dwujęzycznej (przekład Anity i Andrew Fincham, ze znamiennym obrazem Renaty Brzozowskiej na I stronie okładki (poetyka "pulsującego" tańca ) i symbolicznym zdjęciem Autorki na IV stronie okładki). Książka Marleny Zynger została uhonorowana nagrodą Złotego Pióra XIII World Day UNESCO 2013. O jej twórczości (w zwieńczeniu tekstów Marleny zamieszczone są różne wypowiedzi) mówią z atencją i swoistą czułością, m.in. kompozytor Zygmunt Konieczny oraz aktor i poeta Dariusz Bereski). Poezja Marleny Zynger - co widać szczególnie w zbiorze "DO-TYKANIE. TICK-TOUCHING" jest poezją muzyczną, silnie zrytmizowaną, pulsującą najsilniejszymi rejestrami emocji skrywanymi pozornie w nie-dotykalności. I tu - na chwilę, nie jako krytyk, lecz jako tłumacz literatury francuskiej odkryję przez Czytelnikiem pewną tajemnicę: "DO-TYKANIE. TICK-TOUCHING" jest silnie francuskie w duchu i silnie poruszenie duszy wzbudzać moglałaby jego wersja francuskojęzyczna. Niewielu jest współczesnych poetów polskich, którzy podświadomie i tak subtelnie przyjmują poetykę par excellence francuską jako własną.
Wreszcie "DO-TYKANIE. TICK-TOUCHING" to ukojenie dla Czytelniczek, które znużone feministycznymi krzykaczkami (również w literaturze) łakną Piękna w najczystszej postaci - i co niespodziane w świecie brzydoty - w poezji Marleny Zygner je otrzymują. Tytułowe "TICK-TOUCHING" to maestria czułości, "pstroto" - igraszki świateł i neologizmu, "miłość w Warszawskich Łazienkach" - piosenka, która od wielu dni podąża za mną hen, daleko poza Warszawskimi Łazienkami, aż po same Pola Elizejskie. "przedwiosnie" budzi z szarości poranka w Poezję, "tarantella" sama unosi w tan, "niemożliwe - bez niego" to poetyka miniatura dylematów wewnętrznego dziecka (jungowska psychologia głębi tym razem zbędna), "cantata de sal" - celebracja zmysłowości na poły spełnionej, "kuszenie Ewy" - cierpiętnicze nie(do)(s)pełnienie, "korale" - słowa, które leczą i ranią zarazem, "to jedno tango" - powinnam polecić zaprzyjaźnionym warszawskim tangueros, "interpelacja" - rzecz o polityce fascynacji wobec polityki miłości wyidealizowanej - na ile bliskie, na ile odległe..., "płócien manowce" - gdzie nas zaprowadzą, jeśli nie do wnętrza Poezji?, "primaaprilisowy żart" gorzko brzmi, ach gorzko tak! Wreszcie utwór zatytułowany "bezsilność wobec rutyny" - nie daj się bezsilności owej, wszak i pióro złote masz, i kilka par skrzydeł - ciężar i lekkość ich w zależności od (poetyckiej czy codziennej?) okoliczności. Nie sposób w powściągliwej przestrzeni poddać analizie każdy z utworów w najnowszej książce Marleny Zynger zamieszczonych.
Trzeba wejść do ich wnętrza.
Słuchając... "Tango nuevo" Astora Piazzoli.


Podziel się

Jerzy Granowski

 

 

M.G. Pisze Pan wiersze od wielu lat, jest Pan współautorem kilkunastu almanachów poetyckich. Jednak dopiero teraz zdecydował się Pan na autorski tomik. Dlaczego tak późny debiut?

J.G. Tomik wierszy „Wstaniemy o świcie” powstał kilka ładnych lat temu i dojrzewał w tzw. szufladzie. Po prostu czekał na moją decyzję złożenia go w wydawnictwie. Czas ten poświeciłem na szukanie potwierdzenia wartości mojej twórczości poetyckiej. Internet i czytelnicy oraz inni poeci potwierdzili to na forach internetowych. Ostatecznie Stowarzyszenie Siwobrodych Poetów w Krakowie zweryfikowało i wydrukowało książkę w Wydawnictwie Miniatura. 

M.G. „…wstaniemy o świcie jeszcze przed obudzeniem zegarów i zaśniemy nie mając ochoty do żartów…”. Czy tytułowy wiersz jest manifestem wyobcowania twórczej jednostki czy może przestrogą dla jej ignorantów?

J.G. Interpretację wiersza pozostawiam czytelnikom, ale Pani bardzo wnikliwie wyartykułowała istotę myśli. Każdy poeta jest niejako wyobcowany i często niezrozumiany przez współczesnych, musi borykać się z własnymi myślami i osobowością twórczą. Także stara się w swojej poezji wpływać na otoczenie i pobudzać „ignorantów” do działania. To trudne, ponieważ osoba, która czyta poezję i sięga po inne gatunki literackie nie jest ignorantem. A jak dotrzeć do tych, którzy nie czytają książek, a nawet gazet – nie wiem. Więc jak tu mówić o przestrodze?

M.G. Poeta, malarz, rzeźbiarz, dziennikarz, miłośnik kolei… Czy uważa Pan siebie za człowieka renesansu?

J.G. Żyję, mieszkam i tworzę tu i teraz, obserwuję otaczające mnie środowisko. Ciekawość pozwalała mi odnajdywać siebie w nowych wyzwaniach nowych dziedzin sztuki. Daje mi to wewnętrzną satysfakcję, a jeśli to, co stworzę podoba się odbiorcom, tym bardziej mnie motywuje do nowych wyzwań. To ciągłe doskonalenie się, rozwijanie swoich wrodzonych i nabytych umiejętności. Kolejne wyzwania nie pozwalają pozostawać w miejscu, ponieważ w XXI wieku kto stoi w miejscu ten się cofa. 
Człowiekiem renesansu możemy nazwać kogoś, kto przez całe życie kształcił się, rozwijał swoją osobowość, dążył do osiągnięcia pełni człowieczeństwa. To osoba otwarta, szczera, odważna, o szerokich zainteresowaniach. A więc, z przymrużeniem oka, mogę zaliczyć się do człowieka renesansu.

M.G. Należy Pan do grupy poetyckiej WARS, której twórcy opiewają w swoich wierszach przed wszystkim tematykę związaną z koleją. W Pana wierszach fascynacja koleją jest dość wyraźna i znacząca. Skąd się wzięła?

J.G. Koleją interesowałem się od dzieciństwa, zresztą prawie każdy chłopiec marzył o kolejce elektrycznej, ja także, choć dawniej były kolejki z lokomotywą na kluczyk. Na kolei przepracowałem ponad dwadzieścia lat na różnych stanowiskach, począwszy od zwrotniczego, dyżurnego ruchu, a na stanowisku konstruktora rozkładów jazdy kończąc. 
Chociaż dziś zajmuję się dziennikarstwem radiowym we Fiacie, z sentymentem wspominam kolej i nadal się nią interesuję, ale z zupełnie innej perspektywy. Stąd czerpię inspirację do moich wierszy o tematyce kolejowej i nie tylko, gdyż kolejowe artefakty wykorzystuję w twórczości nie tylko poetyckiej. Muszę dodać, że w latach osiemdziesiątych ubiegłego wieku napisałem dwa słuchowiska o tematyce kolejowej, które wyemitowane były na antenie PR Katowice w audycji „Mikrofon i muzy” pod redakcją Macieja Michała Szczawińskiego. 

M.G. „Wstaniemy o świecie” to zbiór wierszy o różnorodnej tematyce, adresowany przede wszystkim, do kogo?

J.G. Każdy poeta chciałby, żeby jego wiersze czytali wszyscy. Czy to możliwe? Na to pytanie może odpowiedzieć czytelnik, który zanurzy się w strofach mojej poetyki i powie - ten wiersz do mnie przemawia. Poeta wskazał mi coś, co znałem, a na co przez całe zagonione życie, wyścig szczurów, nie zwracałem uwagi i przechodziłem obok obojętnie. 
Każdego dnia wstając o świcie nie zapominajmy o sobie, swoich bliskich i całym otaczającym nas pięknie tego świata. Tomik adresuję do wszystkich, a chciałbym, żeby trafił szczególnie do tych, którzy zagonieni codziennością zapomnieli, że życie daje więcej niż walkę o intratne stanowiska i pieniądze.

M.G Kiedy czytelnicy mogą oczekiwać Pana kolejnego tomiku?

J.G. Nie zasypiam gruszek w popiele i przyznam się, że intensywnie pracuję nad kolejnym tomikiem poetyckim o roboczym tytule „Odkrywcy”, ale czy ujrzy światło dzienne w przyszłym, czy kolejnym roku – zobaczymy.

MG. Dziękuję za wywiad i życzę dalszych sukcesów twórczych!
Marta Gracz


Podziel się

VI Festiwal Poezji Słowiańskiej 2013

 

Organizowany już po raz szósty przez Aleksandra Nawrockiego i Redakcję  POEZJI dzisiaj Festiwal Poezji Słowiańskiej miał niebywale duży zasięg. Uroczyste świętowanie rozpoczęto 11 listopada w warszawskim Klubie Księgarza Międzynarodowym koncertem poetycko-muzycznym przy samowarze, a inaugurację w Muzeum Literatury im. A. Mickiewicza, przy gospodarskiej współpracy dyrektora, Jarosława Klejnockiego, poety i pisarza. Zaprezentowano cztery antologie /wydane przez Wydawnictwo IBiS poezji białoruskiej Wiatr od Niemna w przekładzie na język polski, poezji polskiej w przekładzie na język białoruski,  EntZEITlichtantologię poezji europejskiej  w językach oryginału i po niemiecku, w opracowaniu Stefana Zajonza/ oraz Niosący słowa – antologię poezji współczesnej w opracowaniu Fredericka Rossakovsky`ego-Lloyd, wydaną w Anglii. Obecny na uroczystości Eduard Shwaiko, dyrektor Centrum Kulturalnego Białorusi w Warszawie, wręczył Mirze Łukszy i Aleksandrowi Nawrockiemu Dyplomy uznania za wkład w utrwalaniu białorusko- polskich związków kulturalnych.

Dariuszowi Bereskiemu za działalność za granicą organizacja polonijna „Głos Polskiej Kultury", której przewodniczy  Piotr Kasjas, nadała prestiżowe wyróżnienie - tytuł „Człowieka Zasłużonego Kulturze Polskiej” i przyznała statuetkę „Złote skrzydła” – dyplom oraz statuetkę w imieniu organizacji wręczył Aleksander Nawrocki.

 Gośćmi honorowymi Festiwalu byli poeci białoruscy. Dalszy ciąg imprez odbywał się w Kielcach i Połańcu oraz na Podbeskidziu, w Czechowicach-Dziedzicach i Bielsku-Białej.

Do organizacji, na wniosek Aleksandra Nawrockiego, Festiwalu twórców wszystkich Festiwali Poezji Słowiańskiej w Londynie włączył się aktywnie Związek Pisarzy Polskich na Obczyźnie pod przewodnictwem Prezesa, Andrzeja Krzeczunowicza. Głównym organizatorem był poeta i założyciel grupy artystycznej KaMPe,  Aleksy Wróbel.  Goście zjechali się z różnych stron Europy, a nawet z Syberii i Brazylii i mieli okazję być w ważnych dla Polaków miejscach, m.in.  w Instytucie Polskim i Muzeum im. Gen. Sikorskiego oraz  Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym, gdzie odbywała  się większość spotkań, zostali także przyjęci przez  Witolda Sobkowa,  Ambasadora Nadzwyczajnego i Pełnomocnego w Zjednoczonym Królestwie Wielkiej Brytanii i Irlandii Północnej oraz konsula,  Tomasza Stachurskiego. Od 22 do 24 listopada odbywały się spotkania, sesje naukowe, wystawy, koncerty poetycko- muzyczne i  prezentacje książek .  Podczas spotkań zaprezentowali się także najmłodsi  uczestnicy Festiwalu: członkowie Awangardy Wileńskiej i londyńska grupa artystyczna KaMPe, działająca przy Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie, która przyznała  nagrody w postaci statuetek twórcom: Apolonii Skakowskiej i Aleksandrowi Sokołowskiemu z Wilna oraz Aleksandrowi Nawrockiemu z Warszawy „za współpracę i wsparcie młodych poetów emigracyjnych”.

Aleksander Nawrocki i Eduard Shvaiko, dyrektor  Centrum Kulturalnego Białorusi..jpg

 Aleksander Nawrocki i Eduard Shvaiko, dyrektor  Centrum Kulturalnego Białorusi.

 Spotkanie w Klubie Księgarza.  Jan Czykwin, Wiktor Stachwiuk, Mira Łuksza..jpg

 Spotkanie w Klubie Księgarza. Od lewej: Jan Czykwin, Wiktor Stachwiuk, Mira Łuksza.

 Londyn – spotkanie poetów z Ambasadorem RP, Witoldem Sobkowem..jpg

Londyn – spotkanie poetów z Ambasadorem RP, Witoldem Sobkowem.

 

 Nagrodzeni statuetkami (od lewej) Aleksander Nawrocki, Apolonia Skakowska i Aleksander Sokołowski..

Nagrodzeni statuetkami (od lewej):Aleksander Nawrocki, Apolonia Skakowska i Aleksander Sokołowski.

 Poeci na wernisażu malarstwa i fotografii w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym. W środku pier

Poeci na wernisażu malarstwa i fotografii w Polskim Ośrodku Społeczno-Kulturalnym.W środku pierwszego rzędu organizatorzy: Aleksander Nawrocki   i Aleksy Wróbel.

 Darek Bereski - nagroda.JPG

Dariusz Bereski odbiera nagrodę – tytuł „Człowieka Zasłużonego Kulturze Polskiej” oraz statuetkę „Złote Skrzydła”. Wyróżnienie przyznane przez uznaną organizację polonijną "Głos Polskiej Kultury".

 

Podziel się

TUWIM.Inspiracje

„Tuwim. Inspiracje” to wydarzenie artystyczne przygotowane specjalnie z okazji Roku Juliana Tuwima 2013. Książka zawiera esej Miłosza Kamila Manasterskiego „Tuwim. Duch” oraz zbiór wierszy autora inspirowanych twórczością Juliana Tuwima. Każdemu z wierszy towarzyszy motto zaczerpnięte z poezji Tuwima. „Tuwim. Inspiracje” pokazuje nawiązania do poezji Juliana Tuwima obecne w poezji znanego współczesnego autora, jest chlubnym przykładem kontynuacji literackiej tradycji. Książce towarzyszy prelekcja multimedialna adresowana do młodzieży gimnazjalnej i licealnej oraz osób dorosłych.
 
Fragmenty książki „Tuwim. Inspiracje”:
 
Tuwima można czytać i mieć z lektury przyjemność - od ręki, bawić się nią i nie przerażać, że czegoś nie zrozumieliśmy, że wszystko jest niejasne. Bardzo cieszył mnie Rok Czesława Miłosza   (2011) – jeszcze bardziej cieszy mnie Rok Juliana Tuwima 2013, ponieważ jest to właściwy moment do odczarowywania poetyckich przesądów.  Tuwim jest idealnym przykładem poezji jak najbardziej masowej – w sensie popularnej i dostępnej. Popularny jest dziś przede wszystkim dzięki utworom dla dzieci – ale nie należy tego lekceważyć. Jest to fantastyczny kapitał, ponieważ jego nazwisko  jest dzięki niej znane wszystkim i kojarzone z poezją. Teraz pozostaje nam uprzytomnić jak najszerszej grupie czytelników i in spe czytelników, że istnieje twórczość Tuwima dla dorosłych.    
 
W Roku Juliana Tuwima trzeba o nim opowiedzieć w sposób przystępny i atrakcyjny dla współczesnych, językiem raczej prostym niż uzbrojonym w filologiczną terminologię. Kto chce, niech zgłębia uczone analizy, z pewnością warto, jednak dla popularyzacji tej poezji żadna praca naukowa nie będzie skutecznym środkiem. Stąd i moje własne przygotowania do prelekcji o Julianie Tuwimie, które rozpocznę zaraz po ukończeniu tejże książki. 

 
 
 
95-040 KOLUSZKI
 
(…) A pamiętam, jak słówko po słówku,
Jak okrzyk po okrzyku, jak chwilkę po chwilce
Wbijałem w marmur karty drgającą stalówką:
Wiekopomnym moich cierpień rylcem.
 
Julian Tuwim Listy miłosne
 
 
 
 
piszę do ciebie
na adres poczty w Koluszkach
 
niewielki budynek przy dworcu
miejsce przeznaczenia zapomnianych paczek
listów nie mających dokąd iść 
kartek pocztowych z rozmytą nazwą miasta
bezdomnych walentynek
 
piszę do ciebie często 
nie liczę na odpowiedź
chyba że poczta w Koluszkach
przyśle mi upomnienie
 
na wszelki wypadek
nie podaję swojego adresu
nie czekam na zwrot
za znaczki
 
piszę do ciebie o miłości
piszę o twoich oczach
dłoniach które chciałbym ogrzać swoimi
sercu którego na pewno
nie zmiękczę listami
 
panie na poczcie w Koluszkach
znów płaczą
 
kolejny list komisyjnie otwarty
nie przynosi śladu nadziei
tylko kolejny ciężar uczuć
zbyt wielkich by je pomieścić 
w kopercie formatu DL
 
piszę do ciebie 
na adres poczty w Koluszkach
 
tylko tak potrafię
pisać do ciebie 
prawdę
 
 
Fragment książki Miłosza Kamila Manasterskiego „Tuwim. Inspiracje” - Akademia Poezji / Wydawnictwo Książkowe „IBiS”

 


Podziel się

MATKA NA OŚWIĘCIMSKIM OBŁOKU

Wstęp

Pisząc o twórczości Wandy Karczewskiej, nie mogę pozbyć się wrażenia, że piszę o dykcji literackiej, która w Polsce została zlekceważona, potem zaś odrzucona. Zarazem jednakże, muszę podkreślić, że nie wydaje się ona narracją zaprzepaszczoną, językiem nierozwiniętym, pozostawionym na manowcach literatury w postaci ziarna, które nie obumarło. Karczewska bowiem, choćby w powieści Wizerunek otwarty, zaproponowała jego skończoną postać, utrwaliła tym samym swój własny wzorzec dykcyjny. Nikt jednak poza nią nie rozwinął jej doświadczenia językowego, nie polemizował z pisarką ani nie przekształcał twórczo jej sposobu narracji.

Maria i Paweł: Atak na narrację

Proza Karczewskiej, taka jak Głębokie źródła czy Wizerunek otwarty, także jej tomy poetyckie, m. in. Powrót do Kalińca, stanowią tym samym rodzaj dokumentu narracyjnego, umożliwiającego unikalne doświadczenie dykcji, o której Anna Kamieńska pisała: ten liryzm, co chwila ośmieszany i ośmieszający sam siebie, mimo wszystko narasta i niesie ciemną, pełną niedomówień i tajemniczości falę literackiej narracji („Nowa Kultura”, 1973). Fenomen prozy Karczewskiej wynika z podjęcia przez nią eksperymentu syntetyzującego w obrębie utworu fikcję literacką, realizm i autentyzm. Eksperyment ów, co warte szczególnego podkreślenia, jest eksperymentem stylizacyjnym – poprzez stylowe ukształtowanie narracji dochodzi w powieściach pisarki do mieszania porządków ontycznych dzieła literackiego.

Za przykład niech posłużą zdania kończące wydaną w 1973 r. powieść Karczewskiej pt.Głębokie źródła. Niejednokrotnie w swoich utworach pisarka doprowadza do rozbicia figury domu, przy tym: do unicestwienia tego, co Kamieńska określała mianem jej własnej tonacji lirycznej. Sadyzm, wprowadzany w nostalgiczny, kalejdoskopowy pejzaż świata przedstawionego, Karczewska realizuje za pomocą zabiegu trudnego do opisania z perspektywy historycznoliterackiej. Dla potrzeb niniejszego szkicu określę go mianem ataku narracyjnego. Tego rodzaju atak, akt narracyjnej i pisarskiej agresji wobec fabuły utworu, uważny czytelnik autorki napotyka już w prologu Wizerunku otwartego. W podobnym, choć zwielokrotnionym doświadczeniu uczestniczy on również, zapoznając się z epilogiem Głębokich źródeł, w którym Maria – narrator powieści – ujawnia swoje demiurgiczne skłonności i demaskując kreowaną przez siebie fikcję literacką, doprowadza do ostatecznego kolapsu utwór, który narratywizowała. I oto wskutek ataku narracyjnego dochodzi do przedziwnej sytuacji metanarracyjnej. Do implozji. Głębokie źródła zapadają się w siebie. Książka sama sprowadza na siebie zagładę, gdyż narracja okazuje się autodestrukcją. Maria – narrator powieści Karczewskiej – likwiduje kolejnych bohaterów utworu, jednego po drugim, ujawniając ich fizyczną niesamodzielność:

– Na co jeszcze czekacie? – mówi – o co wam jeszcze chodzi? Przecież was wcale nie ma. Ty, Wiktorio, jesteś cała ze snu, czyli z narracji. Tobie, Filipie, użyczyłam tylko zewnętrznych rysów kogoś bliskiego mi. Małgorzata Kamieniarz? Czy ktoś znał taką kobietę, jaką jest moja zmyślona Małgorzata? Ona istnieje tylko na zasadzie prawdopodobieństwa zdarzeń: to wszystko, co ona przeżyła, mogło przeżyć tysiące kobiet, cierpień oświęcimskich zaznały miliony, ktoś ginął na naszej ziemi za kogoś aż nazbyt często. Piotr Kamieniarz? Ta postać ma najwięcej rysów mojego autentycznego stryjecznego dziadka z Francji, ale Piotr wziął też wiele z innych, krzepkich starców, jakich znałam w życiu, z których niejeden, byłam tego świadkiem nie raz i nie dwa, umierał w okrutnym rozkładzie ciała, mózgu przede wszystkim. Piotr powstał z nich właśnie.

Inni? Joanna, Homer? Nie miałam nigdy żadnej przybranej córki. Homer to czysty wymysł, fikcja powstała ze zbitki cech różnych ludzi. Gdzieżby taki Homer mógł istnieć wśród subtelnych wybrańców Muz?

[…] A teraz idźcie już. Powołałam was wszystkich do istnienia, abyście spełnili powierzone wam role. Zrobiliście to. Możecie zresztą na swój sposób egzystować dalej.

Maria przymyka powieki. […] Ma uczucie, że wychodzi z długiej śmiertelnej choroby. Jak spod ziemi. Oswobodzona od Słów[1].

Wprowadzenie metanarracji doprowadza do rozproszenia fabuły Głębokich źródeł. Sadystyczny gest Marii ujawnia jednak w finale powieści swój ukryty, ekspiacyjny sens. To, do czego doprowadzić ma atak narracyjny, tj. zniszczenie światoobrazu, jest przejawem niezwykle silnego i wymownego resentymentu narratorki powieści wobec Słowa, czyli wobec logocentryzmu, fasady wszelkich kultur literackich. Narratorzy powieści Karczewskiej, zarówno Maria z Głębokich źródeł, jak i Paweł Męczennik zWizerunku otwartego nienawidzą literatury, chcą ją zdemaskować i skompromitować. Aby ją uśmiercić, wchodzą w przestrzeń gry literackiej i tworzą narrację powieściową. Posługują się dykcją klasyczną – zarówno Głębokie źródła, jak i Wizerunek otwarty są sagami rodzinnymi. W węzłowych punktach narracji Maria i Paweł ujawniają jednak pastiszujący charakter opowiadanych przez siebie sag i ujawniają swoje rzeczywiste intencje – pragnienie stworzenia anty-powieści, anty-sagi i anty-narracji.

Pastisz jako działanie narracyjne zawsze konsternuje czytelnika, rozwarstwia struktury świata przedstawionego utworu, tym samym unieważnia logocentryczną zasadę konstrukcji tekstu, tzw. literackość. W powieściach Wandy Karczewskiej, pastiszujących sagi rodzinne, unieważnienie to musi sięgać również podstawowej figury magicznej w literaturze, jaką jest figura domu. Rozbicie obrazu domu wprowadza do formuły sagi rodzinnej silny motyw traumatyczny, w powieściach Karczewskiej ujawniający się w reakcjach, które określiłem mianem ataku narracyjnego. Po zniszczeniu domu niemal natychmiast musi dojść do autodestrukcji narracji. Znamienne jest to, że atak narracyjny, którego w Wizerunku otwartym dokonuje Paweł Męczennik, okazuje się dokładnym odbiciem ataku Marii na narrację w Głębokich źródłach:

Tej kopki siana, przy której ja, Paweł Sikora, położę się pewnej nocy na wznak, na krótko skoszonej trawie – nie ma i nigdy nie było; nie ma też łąki za ogrodem ani tego sadu i domu, w który wejdę skrzypiąc sosnowymi drzwiami i potykając się o ten sam próg zawsze niewidoczny w ciemności; schody sprzed domu z odaszkowanym gankiem, obrośniętym nasturcją, też są z innej parafii, a wierzby i jabłonie zmyślone.

Nie było też nigdy żadnego Fryderyka, Małgorzaty czy Maa Zielononóżki, są oni wraz ze mną całkowicie wyssani z palca, choć, Panie, strzeż moją głowę od guza, jeśli stanę na drodze pewnej pięknej sowiookiej sąsiadce z facjatki, „pani stójkowej”, która się może rozpozna w Zielononóżce.

[…] Albo ja – spójrzcie na mnie: do wczoraj – męczennik z cierniową koroną na głowie, z krzyżem na zgiętych plecach, kandydat na bohatera swoich czasów, a w istocie… mistyfikator, pozer i komediant […] leży więc ów kreator, rysuje zygzaki witką po niebie i chichoce: oto macie mnie, bawcie się, to ja, Paweł Męczennik, przypatrzcie mi się dobrze[2].

Gute Nacht Knaben: Próba liryzmu

Aby opisać specyfikę tematów poetyckich Wandy Karczewskiej, Henryk Pustkowski przywołuje pojęcie „urodzinnienia”[3]. Nie jestem pewny, czy rodzinność rzeczywiście może okazać się kategorią ujawniającą podstawowe strategie liryczne poetki. Wyłącznie, o ile rozumieć „urodzinnienie” jako podstawową kategorię egzystencjalną i metafizyczną, nie zaś sentymentalną, zrozumienie złożoności motywu domowego w poezji Karczewskiej staje się możliwe. W pojęcie rodzinności Karczewska włącza bowiem motyw swoistego wyrodzenia i wydziedziczenia: bohaterek jej wierszy dom nie rozpoznaje i najczęściej pozostawia je samym sobie. Dialog, który odbywa się wewnątrz rodziny z tą, która powraca do domu, jest nad wyraz dyskretnym i wyrafinowanym sporem dwóch równie wpływowych kultur: wiejskiej i erudycyjnej. W wierszu Rozmowa nocą z tomu Powrót do Kalińca podmiot Karczewskiej wyznaje:

 

Dziś w nocy zjawiła się Matka

na swym oświęcimskim obłoku

w jej cieniu – ojciec

Przyszła

usiadła naprzeciw za stołem

powiada co tak grębiejesz nad pustką kartką

Ucichła w tobie ta maszynka

jak jej tam Euterpe

Pasikoniki trzeszczą ci w głowie

jazy szumią w uszach

ślepniesz jak wysłużony koń[4]

 

Powrocie do Kalińca „urodzinnienie” dotyka każdego elementu świata przedstawionego. Nadaje to poezji Karczewskiej ton na poły obsesyjny – podobnie jak tomy prozy:Wizerunek otwarty i Głębokie źródła stanowią rozbitą sagą rodzinną, Powrót do Kalińcawydaje się rozbiciem liryki domowej. Rodzinność w wierszach takich, jak Uroboro iŚpiewajcie światu nową pieśń staje się wręcz symbolem prześladowczym. W monologach poetyckich Karczewskiej liryzacja służy odsłonięciu sadystycznego obrazu świata i jego przezwyciężeniu. Ujawnienie sadyzmu w światoobrazie wiersza jest dla Karczewskiej równoznaczne z wymierzeniem dziejowej sprawiedliwości. Wyłącznie poprzez poddanie nostalgii próbie okrucieństwa możliwe staje się wyzwolenie rodziny z „urodzinnienia”. Próbie tego rodzaju poddana zostaje sytuacja liryczna w wierszu Śpiewajcie światu nową pieśń, gdy w trakcie koncertu chóru do grupy śpiewających dzieci dołącza spalony w krematorium chłopiec:

 

Słuchajcie:

przekwitła polna różyczka,

jeleń dobiegł do źródła.

Pośród dziewcząt i chłopców,

z kwiatami w rękach wyciągniętych do was,

wchodzi mój spalony brat,

nieruchomymi ustami szepce:

gute Nacht Knaben,

śpiewajcie światu nową pieśń,

śpiewajcie światu nową pieśń[5].

 

Przemiana, która dokonuje się w cytowanym zakończeniu liryku Karczewskiej, jest próbą liryzmu przez odradzający się sadyzm. Do regresu w zło radykalne jednak nie dochodzi – liryzm utrzymuje się mimo rozbicia ram przedstawienia przez inwazję okrucieństwa. Czułość ocalona w wierszu Śpiewajcie światu nową pieśń ma jednak charakter szczątkowy i mozaikowy. Wskutek rozproszenia przez sadyzm traci swój realistyczny wymiar, utrzymując wyłącznie horyzont metafizyczny. Obok zła radykalnego włączonego w poszerzone ramy światoobrazu egzystuje dobro, na tym świecie ma jednak charakter wyłącznie retoryczny. Inkantowanie powtarzających się wersów kolędy Śpiewajcie światu nową pieśń zapewnia o istniejącej w innej przestrzeni miłości, nie jest jednak w stanie do niej dotrzeć ani zaprowadzić jej panowania w świecie ogarniętym sadystycznym szaleństwem.

Zarówno atak na narrację, jak i próba liryzmu są w utworach Karczewskiej desperackim wysiłkiem intronizacji, za każdym razem skazywanym na porażkę. Pisarka wierzy, że poprzez uśmiercenie języka i narracji, doprowadzi do wskrzeszenia platońskiej cnoty sprawiedliwości. Stąd pragnienie powrotu do źródła, które w wierszu Uroboro okazuje się początkiem wszelkiej rodzinności – w jego imię Karczewska gotowa jest uśmiercić literackość. Metafizyka zawarta w kręgu rodzinnym jest bowiem metafizyką wszelkich instytucji sprawiedliwych, toteż tylko ona jest zdolna do tego, aby wymierzyć odpłatę za krzywdę i wyrównać to, co Karl Jaspers określał mianem winy metafizycznej. Winy – co należy dodać – nigdy nieujmowanej per se.

Winy niezrozumiałej:

 

I tylko nocą jest zmartwychwstawanie

W brzasku się zjawia od strony cmentarza

[…] Wyciąga do mnie martwe sine ręce

spod połów płaszcza

nie każ mi wracać tam mówi

tam tak strasznie zimno

 

[…] Tam wracam wrócę do Ciebie po życiu

tej krótkiej chwili w ewolucji wiecznej

do Ciebie Ojcze a przez Ciebie wrócę

do Uranosa do pra-Ojca-Ojców

do iłu gazu do ognia i wody

do pramaterii zjednoczyć się z Tobą

po Nieskończoność Obcowania wrócę[6]

 

Siepacze: odwracając Odyseję

Ostatni utwór Wandy Karczewskiej, Spacer w alei parkowej, spisany został – jak zaświadcza Lucyna Skompska – we wrześniu 1995 roku, tj. na dwa miesiące przed zgonem pisarki. Skompska pokrótce omawia tekst: Forma poematu jest synkretyczna, „wielogłosowa”, partie liryczne sąsiadują z obszernymi fragmentami epickimi  zapisanymi w pierwszej osobie wspomnieniami różnych osób[7]. Karczewska w poemacie nie tylko podejmuje grę stylem polifonicznym i dygresyjnym, czyni przy tym utwór tekstem transgatunkowym – konstruuje go w punkcie przeplotu poetyckiego solilokwium i prozy intymnej.

Ciągła wymiana instancji lirycznej i narracyjnej, Ja mówiącego i Ja sprawozdającego, doprowadza do upłynnienia struktury świata w poemacie. Przechadzka Marii i Pawła po kaliskim parku, także ich rozmowa wydają się czytelnikowi rodzajem onirycznego eksperymentu pisarki. Jest w sposobie rozwinięcia poematu coś niezwykle hipnotycznego – ekspozycja kolejnych wątków dialogu u Karczewskiej przypomina XX-wieczną grę strumieniem świadomości: w ten sam sposób, począwszy od Ulissesa Jamesa Joyce’a, skończywszy zaś na Wozakach Pétera Esterházy’ego monologizowano wypowiedź bohatera literackiego. Tym zarazem europejska praktyka literacka różni się od koncepcji poematu wielogłosowego polskiej pisarki. W poemacie Karczewskiej estetyce strumienia świadomości podporządkowana zostaje nie wypowiedź jednego podmiotu, ale cała dziedzina dialogu, ogólna sytuacja liryczna, tworząca światoobraz Spaceru w alei parkowej:

Szukasz jej śladów? Naprowadzę cię na nie. Pójdź ze mną aleją parkową przez stojący na omszałych palach stary drewniany most – Mario tego mostu już dawno nie ma! – Jest, jest w pamięci naszej, w wyobraźni, bardziej wyrazistszy niż był w rzeczywistości. Pochylisz się nad ciemną rzeką, zobaczysz w jej wodach jasne odbicie teatrum panabogusławskie – Ona go tak nazywała. Kiedyś, stojąc na moście, westchnęła: Boże, być kim innym, nie żyć na uwięzi jednego ciała, istnieć po wielekroć w różnych postaciach – Giulietty, Marii Stuart, jak Sarah Benhardt, jak Mistress Modjeska, albo być ptakiem, motylem, nie, motylem nie, za krótko żyje, ptakiem być – [8]

Wraz ze zmianą porządków czasowych – poemat Karczewskiej rozgrywa się pomiędzy 51 latami (1936-1987) – konwencja rozmowy spacerowej zostaje złamana i zastąpiona przez dialog osób uczestniczących w podróży metafizycznej. Rozpoczęta przechadzka przeradza się w odyseję i stawia przed jej uczestnikami nakaz swoistej egzystencjalnej ekspiacji: obowiązek Powrotu. Nostalgiczna wędrówka po alei parkowej ujawnia w ten sposób swój sadystyczny wymiar – tym poemat Karczewskiej różni się od Odysei, w której powrót Ulissesa do Itaki nie wynikał z żadnego okrutnego imperatywu:

 

- Spójrz paw idzie do nas Patrz

jak podnosi swoje wspaniałe pióropusze

tańczy

- Dla ciebie tańczy tokuje

ty nawet pawia potrafisz przywabić

[…] I ci przeklęci zalotnicy

- A my nie mamy Telemacha aby ci pomógł

ich wszystkich wymordować

A to są po prostu moi rówieśnicy szkolni

Pawle Pawle czy ty zawsze będziesz

taki sam[9]

 

Karczewska gra w poemacie ideą doświadczenia mitycznego – mitem przechadzki przenosi w mit wędrówki Odysa, w mitycznej idei Powrotu zaś ujawnia budującą ją sprzeczność: sadyzm. Ulisses, aby powrócić, musi dokonać aktu zniszczenia zastanego świata, tj. odzyskać dawny kosmos poprzez uśmiercenie tego, co dawną kosmiczność zdeformowało. W poruszające piękno Powrotu wpisana zostaje rzeź zalotników. Dopiero wskutek zabicia kochanków Penelopy Odyseusz zdobywa się na odpowiedź, kim jest. Śmierć mężczyzn, przywołana przez Pawła jako ponury, spacerowy żart, powraca w finale poematu Karczewskiej. Odpowiednikiem homeryckiej rzezi staje się kaźń, której poddana zostaje matka mówiącej, bita przez hakenkreuzów. Podobnie jak OdysejaGreków, odyseja Karczewskiej ujawnia w tym obrazie swój pasyjny charakter:

Wtedy zaczęli ją bić, bykowcami po głowie, po twarzy, po piersiach, brzuchu i nogach. Chciałem ją zasłonić – mówił ojciec – ale odrzucili mnie pod ścianę, strzelili bykowcem, aż się zatoczyłem. Walili w nią, słychać było tylko ich krzyki, odgłosy ciosów i jej coraz słabsze słowa: nie wiem, nie powiem, siepacze, nie wydam córki, aż skrwawiona padła na ziemię, straciła przytomność. Psy wyrywały się ze smyczy, takie dzikie czarne potwory, zlizywały strugi krwi z podłogi…[10]

Tortury, którym poddawana jest kobieta, można interpretować w splocie wielu mitycznych podań. Poza wzorcem Odysei Karczewska parafrazuje w poemacie również mit o Ariadnie. Figura kreteńskiej księżniczki jest zarówno włączana w wiele postaci utworu, jak i z nich wyłączana. Poprzez tak szeroką transpozycję charakterów poematu utwór Karczewskiej ujawnia cechy dialogu podmiotów wielokrotnych, nieprzystających do siebie, wręcz polimorficznych. Mała Helcia, późniejsza Maria, pragnie pozostać Ariadną, imieniem Ariadny zarazem określa swoją matkę. W czasie kaźni kobiety mit o Ariadnie zostaje spełniony do końca – wydaje się, że bita matka nie jest już kreteńską księżniczką, podobnie jak nie wydaje się Penelopą. Z przedmiotu nostalgicznej adoracji staje się przedmiotem sadystycznego ataku: zalotnikiem i Minotaurem. Pytanie Pawła, czy bohaterka poematu odnalazła matkę: w gwiazdach lub w Dolinie Cedronu, jest pytaniem z perspektywy mitu szczególnie przewrotnym. Nić Ariadny miała przecież doprowadzić Tezeusza do Minotaura – po odnalezieniu potwora w labiryncie, należało go zabić:

 

Ale w tobie jest jedno – głód

tęsknota metafizyczna nadzieja

na spotkanie z Ariadną w Dolinie Cedronu

[…] Chciałabym już tam być ale czy ja

grzeszna będę tam kiedykolwiek […]

- I znalazłaś tam Matkę

W gwiazdach?

 

Poczekaj

Odnajdywałam ją powoli

we wszystkich sprzecznościach

błędach i wzlotach

Boże ten ostatni jej wzlot

gdy gestapo najechało na nasz dom

z budą i wilczurami na smyczy

te jej odpowiedzi rzucane im w twarz

na ich wrzaskliwe pytania

„Wo ist deine Tochter Marie?”

„Wo ist der Feind des Dritten Reiches?”[11]

 

Spacer w alei parkowej kończy się zupełnym odwróceniem starożytnych paradygmatów Powrotu: zawartych zarówno w dziejach Odysa, jak i w historii Ariadny. Rozwiązanie zagadki tożsamości okazuje się w poemacie Karczewskiej rozwiązaniem siebie. W momencie, w którym Maria odnajduje w sobie wszystkie starożytne Plejady, odkrywa również istnienie Minotaura i zalotników, tym samym: spotyka się z matką, tj. ze śmiercią. Sadyzm ujawnia się wreszcie bezpośrednio i radykalnie – jako „głębokie źródło”. Sadyzm jest samym Ja:

 

Zajrzyj kiedyś do moich głębokich źródeł

zanurzysz się w Wielkiej Prawdzie

jaką się mówi na progu śmierci

Wpatrywałam się jeszcze nieraz w Plejady

błądziłam oczami między Alkione

Mają Elektrą Merope i

zaczęłam ją widzieć inną niż za życia

pełniejszą prawdziwą i – nieszczęśliwą

Taką ją odnalazłam ale nie tam

gdzie błyszczą gwiazdozbiory

– A gdzie, Mario?

 

Tutaj

na ziemi

W sobie[12]

 

Rozbicie tablicy nagrobnej: powrót do Euterpe

Pomieszałem literaturę z modlitwą, uczyniłem z niej ofiarę składaną z ludzi – pisał Jean Paul Sartre w autobiografii intymnej Le Mots[13]. Rok po jej wydaniu odmówił przyjęcia literackiej Nagrody Nobla, przyznawanej mu za Słowa. Dodawał:

Duch Święty spogląda na mnie. Miał akurat powziąć decyzję, żeby wrócić do Nieba i porzucić ludzi; w ostatniej chwili zdążyłem jednak zaofiarować siebie, pokazuję mu rany swojej duszy, łzy, którymi nasiąkł mój papier, czyta ponad moim ramieniem, stygnie jego gniew. Czy udobruchała go głębia cierpień, czy może wspaniałość dzieła? Powiadałem sobie: dzieło, a myślałem w skrytości: cierpienia[14].

Czytając te ustępy z Sartre’a, nie sposób nie zastanawiać się nad tym, czy w ostatnim tomie poetyckim Wandy Karczewskiej Wiersze ze snów miłości i rozpaczy (1995) nie dochodzi do podobnego, skrajnego w swoich skutkach, przesunięcia. Sartre’em kierowała religijna przewrotność, a zwłaszcza: poszukiwanie w sobie samym ontologii dzieła literackiego. Stąd w analektyce świętego lamentu osadził on dialektykę bluźnierstwa, następnie zaś rozwinął ją i uczynił z niej źródło tożsamości egzystencjalnej. Karczewska postępuje podobnie, choć nie posługuje się dialektyką bluźnierstwa, lecz – dialektyką sceptycznego wzruszenia. Ono nakazuje jej zrezygnować z „powrotu do Kalińca”, uznać go za niemożliwy i bezzasadny, tym samym zastąpić ów powrót „powrotem do Euterpe”. Prawdopodobny bowiem jest tylko powrót do źródła. Miejsce zaś, które jest źródłem, nie może być uznane za dom. To dwie całkiem inne wartości – jedna z nich jest rzeczywista, druga zaś utopijna. Stąd wywodzi się moje skojarzenie dialogu poetki z Euterpe z rozmową Sartre’a z Duchem Świętym. W obu sytuacjach dochodzi do zatrzymania, a wręcz unieruchomienia źródła, i – przez to – do pełnego zrozumienia, że nie jest ono znakiem domu. O ile dla Sartre’a jest to początkiem literackiej teurgii, dla Karczewskiej to samo oznacza triumf niedoskonałego świata nad doskonałością literatury:

 

Świat staje się pełen magicznej wiary

w nagłe uzdrowienie chorych

w ocalenie siebie od samych siebie

 

[…] Słyszę fletowy głos wilgi

To Euterpe wraca znów do mnie

ze swoim instrumentem[15]

 

W tym ujęciu Wiersze ze snów miłości i rozpaczy okazują się tomem szczególnie przewrotnym, są bowiem dla Karczewskiej uśmierceniem własnej dykcji, którą powinien wreszcie przenicować niedoskonały, triumfujący świat. Śmierć w objęciach matki, ojca ani brata nie jest już możliwa – możliwe pozostaje tylko odejście w ramionach Euterpe. Wszystkie strategie autorskie Karczewskiej: atak na narrację, próba liryzmu, odwracanie mitu, zostają rozbite przez głos mówiący jej ostatniego tomu – tak jak rozbija się nagrobną tablicę, jeśli w trakcie jej przygotowań epitafium zostanie błędnie wyryte. Błędnie wyrytym epitafium autorki Wizerunku otwartego jest formuła sagi rodzinnej. Formuła doskonała… Teraz po jej zniszczeniu liczy się tylko to, aby ktoś w cudowny sposób odnalazł szczątki i kierując je laską Prospera, wyprowadził w stronę całości świata:

 

W istocie

żyje najlepiej jak się potrafi

Z rozdartych obrazów świata

ze ścięgien powyrywanych z porządku rzeczy

buduje przemocą wyobraźni rzeczywistość

leżącą w wierszu jak rumowisko

ale ruiny i światy wyzwolone z przyrodzonych związków

oddychają tajemnicą nadświatów

i meandry jej wierszy

pozornie rozbiegane we wszystkie strony

schodzą się w końcu prowadzone laską Prospera

w znak nieskończoności czyli w doskonałość wiedzy[16]

 

Triumf niedoskonałego świata musi stać się triumfem zła radykalnego, tj. deklaratywnym triumfem sadyzmu. W ostatnim tomie Karczewskiej świat przedstawiony utworów budują informacje o nowoczesnych wojnach, zbrojeniach, konfliktach w Czeczenii, a także w Bośni i Hercegowinie. Śmierć w objęciach Euterpe powoduje, że podmiot liryczny dopuszcza do siebie myśl o nowym temacie utworu literackiego. W wierszach takich, jakPowiedz mi staje się nim polityka i metafizyka wojny:

 

Ziemio moja

a z nas z epoki rozbicia atomu z wieku szaleństwa nuklearnego

co pozostanie

Kim być, co czynić, byśmy się nie osunęli jak Ziarnko Piasku w przepaść Czasu Nie zatonęli jak Atlantyda w Oceanie Niepamięci[17]

Tym motywem Wanda Karczewska nawiązuje niezwykle wyraźną relację z polskimi neokatastrofistami lat 80. i 90., a szczególnie – z odchodzącym już Romanem Brandstaetterem. Od Sartre’owskiego egzystencjalizmu ku współczesnemu neokatastrofizmowi – ta droga dla autorki Głębokich źródeł wydaje się rodzajem rozprawy z własnym wzorcem literackim. Jak wskazywali bowiem Karczewska i Brandstaetter, najważniejsze jest to, co pozostanie z wieku szaleństwa. Z perspektywy życia utrzymuje się zaś nie dom, lecz źródło:

 

Zostawimy wam w spadku

Wiedzę o obozach koncentracyjnych

I o komorach gazowych,

I bombę kobaltową,

I penicylinę,

I cybernetykę

I komputery,

I elektryczną maszynkę do golenia,

I międzygwiezdne pojazdy,

I nudę postępu[18].

 

Zakończenie

Dramat Wandy Karczewskiej nie jest wyłącznie dramatem utraconej narracji. Świadczy on również o porażce literatury głównego prądu, o jej niedostatecznej sile uogólniania polskich przemian literackich, zwłaszcza: przemian w centrum literatury regionalnej. Negacja literatur regionu doprowadziła do stanu swoistej afazji, rodzącej się zarówno wewnątrz krytyki literatury, jak i w obrębie metodologii badań literackich. Nie tylko czytelnik nie wie, w jaki sposób odnieść się do strategii pisarskich Karczewskiej. Nieświadomi poetyk regionalnych stają się również krytycy i historycy literatury. Brak metody rekonstrukcji intencji autorskiej doprowadza do zaniku systemu modelującego tekst literacki. Oznacza to dokładnie tyle – mówię tu w imieniu badaczy współczesnej literatury polskiej – że straciliśmy szansę pełnej filologicznej egzegezy dzieł takich, jak Głębokie źródła lub Wizerunek otwarty. Idiolekt pisarzy podobnych do Karczewskiej zróżnicował się bowiem do tego stopnia, że wytworzył metanarrację poza narracjami wiodącymi.

Mówiąc o metanarratorach, myślę nie tylko o Wandzie Karczewskiej. Przywołuję wówczas w pamięci również ostrołęckich pisarzy z mojego dzieciństwa, zwłaszcza Edwarda Kupiszewskiego. Jedna ze scen pochodzących z jego niewydanej za życia powieści pt. Wieczerza w Rajskiej Dolinie, wydaje się swoistym dopełnieniem stylu Karczewskiej. W niej staje się widoczne to, że nostalgia i sadyzm są kategoriami, które zbudowały i umocniły dykcję wszystkich literatur regionu. Literatur współcześnie lekceważonych bądź uznawanych za anachroniczne. Tymczasem wiele jest uderzającego podobieństwa w matce Karczewskiej, torturowanej przez niemieckich siepaczy i matce Kupiszewskiego, przebijanej kosą przez jego ojca. Podobieństwa – dodajmy – zupełnie niedostrzeganego w literaturze ponowoczesnej, badającej sadyzm już nie przez soczewkę mitologii rodzinnych, ale z perspektywy neoegzystencjalnych dramatów Ja:

Ojciec zastanawiał się, ważył w sobie słowa ciężkie, słowa – kamienie młyńskie, tak wielkie, że nie chciały przejść przez gardło. Widziałem je z daleka i chciało mi się śmiać, bo się męczył, skręcał w sobie, pękał, a one obracały się jałowo raz w jedną raz w drugą stronę. Nawet gdyby je wycisnął z gardła, nie mogłyby mi zrobić krzywdy, bo nie było już takiego słowa na całym świecie.

Zorza polarniała słabiej, większa część kopuły niebieskiej nad moim snem stawała się przez to czarna, bezgwiezdna jak otchłań.

Ojciec zrezygnował. Ułożyły się na sobie słowa kamienie i zapadały w drzemkę. Ale w tej chwili drapieżne milczenie mściwe jak zawsze, pchnęło ojca do czynu – opuścił kosę, pochylił się do przodu i ruszył na mnie, aby nieuchronnie dotknąć gardła. Wtedy matka wcisnęła się między nas, wzięła kosę na siebie, w swoje serce, bo krwawo rozbłysło.

– Matko – powiedziałem – dlaczego to zrobiłaś? Jestem przecież ponad wszystkim i nawet kosa ojcowa, jadowita nienawiścią, nie zrani mojej skóry. Po co mi był twój teatralny gest, gdy już odwykłem od wzruszeń i nie nagrodzę cię nawet oklaskami.

– Wyrodny synu – powiedział ojciec, bardziej wstrząśnięty moimi słowami niż własnym zbrodniczym czynem[19].

Karol Samsel


Podziel się

O najnowszej i wyjątkowej antologii polskiej poezji współczesnej „Niosący Słowa”

Antologię polskiej i polonijnej poezji współczesnej "Niosący Słowa" pod redakcją Fredericka Rossakovsky-Lloyd, określa się mianem najbardziej spektakularnej książki roku 2013.  Zbiory poezji zazwyczaj czytane są przez garstkę wielbicieli tego gatunku; "Niosący Słowa" przełamali ten stereotyp. Świadczą o tym prestiżowe nagrody, rosnące zainteresowanie publiczności i liczne, oficjalne zaproszenia do wielu krajów.

 Książka miała swoją premierę w Wilnie, gdzie została nagrodzona przez Centrum Kultury Polskiej na Litwie, otrzymując najwyższe wyróżnienie - Statuetkę Stanisława Moniuszki. Pani Apolonia Skakovska - Prezes Centrum Kultury Polskiej na Litwie, nie kryła łez wzruszenia. "Jesteście wspaniali!" - powtarzała raz za razem. W podzięce, dla polskich poetów przybyłych na Litwę z różnych stron świata napisała wiersz, który przeczytała na uroczystej gali. "Kocham was" brzmiały ostatnie wersy poematu.

W godzinę po premierze, wyczerpał się nakład książki przewidziany na Wilno. Organizatorzy musieli sporządzać listę zamówień. "Czegoś takiego jeszcze nie widziałam. Ludzie po prostu rzucili się na antologię. Jestem niezwykle wzruszona" - powiedziała Bożena Helena Mazur-Nowak - poetka i tłumaczka poezji zamieszkała na stałe w Wielkiej Brytanii.

Poeci odwiedzili kilka szkół średnich, gdzie prezentowali swoją twórczość przed licealistami. Na spotkania o charakterze otwartym, oprócz uczniów, licznie przybywali mieszkańcy okolicznych miasteczek i wsi. "Każde spotkanie jest wzruszające, wszędzie jesteśmy witani jak królowie. Ludzie tutaj są złaknieni polskiej poezji i wszystkiego co jest związane z Polską - te łzy w oczach i pełne szczerości komplementy to największa nagroda jaką kiedykolwiek otrzymałem" - powiedział twórca antologii.

W ciągu 6-dniowego pobytu, grupa poetów z Polski, Wielkiej Brytanii, Niemiec, Brazylii, Ukrainy i Holandii odwiedziła: Szkołę Średnią w Mickunach, Szkołę Średnią w Mejszagole, Szkołę im. Władysława Syrokomli w Wilnie oraz Gimnazjum im. Adama Mickiewicza w Wilnie.

 Zwieńczeniem poetyckiego tournée była wielka gala, zorganizowana w Domu Kultury Polskiej w Wilnie, na której wręczono nagrody uznania. Twórca książki, Frederick Rossakovsky-Lloyd oraz sama antologia otrzymali Statuetkę Stanisława Moniuszki - najwyższe wyróżnienie przyznawane przez Centrum Kultury Polskiej. Nagrody otrzymali również prezes Stowarzyszenia Autorów Polskich II/o Warszawa - Wanda Stańczak i członek zarządu ZPPnO - Aleksy Wróbel. Reszta uczestników dostała pamiątkowe dyplomy.

"Pan Frederick skupił w sobie i wokół siebie najpotężniejszą siłę ducha, intelektu i talentu Polaków na świecie (...) Antologia - pod jego czułym patronatem intelektualnym, wydawniczym i patriotycznym - "Niosący Słowa", ujrzała światło w Wilnie (...) z błogosławieństwem Matki Ostrobramskiej poszła w świat" - na pożegnanie napisała Apolonia Skakovska.

Brytyjska premiera odbyła się w Polish Millenium House w Birmingham, gdzie książka i autor otrzymali kolejne najwyższe wyróżnienie, tym razem za działalność propolską na świecie. Organizatorem imprezy była licząca się organizacja polonijna Głos Polskiej Kultury pod kierownictwem Piotra Kasjasa.

 Wieczór autorski okazał się kolejnym sukcesem. "Przygotowaliśmy się na kameralną imprezę a goście przychodzili całymi grupami. W końcu zabrakło miejsc siedzących" - powiedział Piotr Kasjas.

Międzynarodowa publiczność wysłuchała wierszy w wykonaniu samych autorów, przeplatanych występami muzyków. W trakcie bankietu podziwiano także plastyczne prace Rafała Potempy.

 

"Antologia jest dziełem nas wszystkich. To dzięki Niosącym Słowa - wrażliwym artystom mają państwo okazję trzymać dzieło naszej pracy w rękach. Nagrody i te wszystkie piękne dowody uzanania, łzy, podziękowania i niekończące się gratulacje, są dowodem na to, że osiągnęliśmy zamierzony cel. Dziękuję w imieniu wszystkich artystów" - powiedział Frederick Rossakovsky-Lloyd podczas konferencji prasowej.

 

Wisława Pochorecka

 


Podziel się

Różewiczowskie reminiscencje

Tłumaczenie książki Tadeusza Różewicza Matka odchodzi (MotherDeparts)nominowane zostało do prestiżowej nagrody literackiej The People’sBookPrize w kategorii non-fiction. Czytelnicy mają wpływ na wybór najlepszej pozycji. Sędziami są członkowie opinii publicznej, którzy głosować mogą na stronie internetowej do końca sierpnia:http://www.peoplesbookprize.com/index.htm

 

 

Tadeusz Różewicz (ur. 1921 r. w Radomsku) to polski poeta, którego twórczość poetycka, prozatorska i dramaturgiczna została bardzo wysoko doceniona na świecie. W czasieII wojny światowej byłczłonkiemruchu oporu, podobnie jak jego brat, który został zamordowany przez gestapow 1944 r. Jest niewątpliwie najbardziej znaczącym żyjącym polskim autorem, a według Toma Paulina wspaniałym „anty-poetą, który potrafił pisać wiersze po dramacie oświęcimskim” w nurcie poezji odbudowującej sens potragedii Auschwitz. Utwory Różewicza przetłumaczono na ponad czterdzieści języków. Autor został nominowany do literackiej Nagrody Nobla. W 2000 roku został uhonorowany Nagrodą Nike, która należy do najbardziej prestiżowych nagród literackich w Polsce. W 2007 roku otrzymał Europejską Nagrodę Literacką. Uważany przez zagranicznych krytyków i autorów za „jednego z wielkich poetów europejskich XX wieku” (SeamusHeaney). „Ostatni żyjący, naprawdę wielki polski poeta” – napisał James Hopkin w „The Guardian”.

 

Spotkanie z twórczością i osobą Tadeusza Różewicza przywołuje wspomnienia. Pierwsze – szkolne – związane z czytaniem lektur, gdy wśród omawianych wierszy pojawił się dramat o intrygującym tytule Stara kobieta wysiaduje. Początkowo wywołał zdziwienie, które z czasem zastąpiła refleksja. Utwór poświęcony kataklizmom wojny, jej dramatycznym konsekwencjom, śmietnikowi dzisiejszej cywilizacji oraz… starej kobiecie. Kobiecie wielokrotnie interpretowanej jako Matka Ziemia, Matka Natura, Matka Śmierć, która staje się jedynym stałym punktem odniesienia, nadzieją we zburzonym i zaburzonym świecie.

Poeta wprowadza eksperymenty formalne; widoczne są wpływy awangardy paryskiej. Dramat Różewicza różni się jednak od teatru absurdu Eugéne’a Ionesco czy Samuela Becketta, zauważalna jest polska uczuciowość i osobisty ton wypowiedzi autora. W konsekwencji powstaje teatr otwarty, gdzie dramat nie ma początku ani końca, utwór zbudowany jest z dowolnych fragmentów narracyjnych, przypominających kolaż plastyczny. Dominuje forma groteski wyrażającej jałowość egzystencji jednostki, wprowadzane są przeciwstawne konstrukcje estetyczne, które zaskakują zmieniającym się nastrojem – od patosu aż do trywialności. Prosta i lakoniczna forma utworów Różewicza utrzymanych w spokojnej tonacji, a przecież ukazujących zagładę, upadek kultury, cywilizacji i wartości, wywierają silne wrażenie. Przypominają wymową twórczość Tadeusza Borowskiego, autora również niekonwencjonalnie opisującego zagładę, wojnę i ludobójstwo. Poeta powróci do wątku starej kobiety w kolejnym dramacie.

 

 

         Po latach, w 2001 roku, mogłam osobiście porozmawiać z poetą w Londynie, podczas uroczystego festiwalu poświęconego jego twórczości. W White Bear Theatre zaprezentowana została premiera Kartoteki w wykonaniu Brit-Pol Theatre. Wydarzeniem inaugurującym była promocja książki Różewicza pt. Recycling, opublikowanej przez brytyjskie wydawnictwo Arc Publications. Utwór jest opowieścią o współczesnej cywilizacji, w której przeplatają się idee, upadli politycy, przewrotni bankierzy. Autor wprowadza również motywy angielskie – pojawiają się Tony Blair i książę Karol, owieczka Dolly czy choroba szalonych krów. To poetycka publicystyka ostro i nie bez złośliwości uderzająca w najsłabsze punkty współczesnych systemów społecznych.

James Hopkin zacytował w „The Guardian” wypowiedź Różewicza: „(…) jeden z niemieckich wydawców nie chciał tego publikować; orzekł, że poezja o wołowinie nie jest ciekawa. Powiedziałem mojemu tłumaczowi, aby nie wysyłał tego wydawcom; powinien to wysłać do polityków, rolników, a nawet samych krów”.

Poeta w skromnym, szarym garniturze, przyciszonym głosem, zpoczuciem humoru i przewrotnością, przywoływał wspomnienia związane ze spotkaniami podczas międzynarodowych festiwali literackich, w których miał zaszczyt uczestniczyć w odległych zakątkach świata. Wymienił plejadę poetów, opowiadał o Pablu Nerudzie, Allenie Ginsbergu i wielu innych, dziś już nieobecnych, którzy zaliczeni zostali do poetyckiego panteonu. Wspominał miejsca i ludzi, zaznaczając: „(...) orszak umarłych kolegów wciąż mi towarzyszy (...). Powiększa się również orszak odchodzących polskich twórców (...). Nie chcę mówić o pogrzebach, ale o zmianie generacji (...)”. Klamrę zamykajacą rozmowę stanowiło wspomnienie związane z pierwszą wizytą poety w Londynie, kilkadziesiąt lat temu. Było to podczas festiwalu, który – jak określił Różewicz – odbywał się w betonowym budynku. Miał prawdopodobnie na myśli Royal Festival Hall. Dodał, że londyński recenzent skupił się jedynie na opisywaniu jego zbyt dużych butów, zbyt szerokich spodni.... Z uznaniem i nostalgią wspominał natomiast macedoński festiwal literacki, któremu towarzyszyły homeryczne scenografie, a poeci czytali wiersze na mostach i w monastyrach.

 

 

 

      Po latach Londyn proponuje kolejne spotkanie z twórczością Różewicza. Na brytyjskim rynku wydawniczym ukazała się książka MotherDeparts (Matka odchodzi1999). Wydanie angielskie, w przekładzie Barbary Bogoczek, opublikowane zostało przez Stork Press. Opisuje życie poety oraz jego matki Stefanii, jest – być może – jego najbardziej osobistym dziełem. Matka – symbol ciągłości, bliskiego związku z rodziną, tradycją, miejscem pochodzenia, słowem ojczystym. Utwór Matka odchodzi to wyjątkowe połączenie prozy i poezji. Mówi o radości życia i agonii odchodzenia, tworzy bogate i złożone portrety matki i syna oraz ukazuje ich dynamiczne, ważne związki. Różewicz tworzy portret życia i relacji, które bywają brutalne, ale też przewrotne, prowokujące pozorną naiwnością. Utwór przetykany jest fragmentami dzienników, opowiadań i zapisków. Przez długi czas w powojennej Polsce – mimo silnych związków rodzinnych – słowo „matka” stanowiło obszar zaniechania i nieobecności. Po latach poeta żałuje i otwarcie zastanawia się, dlaczego nigdy nie spełnił najprostszych, wydawałoby się, obietnic, takich jak wizyta w Krakowie, wspólne spotkanie w kawiarni. Nie uczynił drobnych gestów, z których składa się życie. Stawia pytanie: dlaczego ich zabrakło? Pokolenie Tadeusza Różewicza nie potrafiło mówić o uczuciach; poturbowane przez wojnę wkroczyło w nową, nieznaną epokę „odbudowy i budowy nowego”. „Nowe” wymagało zaniechania wartości uznawanych przez poprzednie pokolenia, nakazywało spoglądać w przyszłość. A przeszłość była często zbyt dramatyczna, by do niej wracać. Europejskie ruchy egzystencjalne pociągały również polskich twórców, proponowały podobne wartości. Świat bez tradycji wydawał się może łatwiejszy do zaakceptowania, pociągał – porzucono stereoptypy, schematy, ustalone zachowania. Może dlatego wyznanie poety – swoiste pożegnanie z matką – staje się też, symbolicznie, pokoleniowym rozliczeniem z epoką.

Różewicz podświadomie, mimo nowatorstwa i awangardy, konsekwentnie wraca i opisuje najprostsze uczucia. Zauważalny dualizm utworów stanowi o jego sile. Poeta odmitologizował i przywrócił znaczenie słowu „matka”. Nadał mu prosty, uczuciowy wymiar.

 

 

 

             Współczesna twórczość obfituje w utwory poetyckie odwołujące się do intymnych, często trudnych zwierzeń. Otworzyły się bariery uwalniające najbardziej prywatne wypowiedzi poetyckie.

Podczas marcowych spotkań w ramach Europejskich Dialogów Poetyckich na University College London, których byłam współorganizatorką, wystąpili współcześni poeci emigracyjni i krajowi, również debiutanci. Autorzy poproszeni zostali o wybór znaczących dla nich utworów, którymi chcieliby się podzielić z publicznością.

Iza Smolarek i Dariusz Bereski zaprezentowali wiersze poświęcone matkom. Ich twórczość różni się nastrojem i przekazem lirycznym. W wierszu Izy Smolarek matka dramatycznie odchodzi – symbolicznie, każdego dnia:

 

szare renety

umiera moja matka bez zaangażowania od czternastu lat
a ja maluję usta
przyglądam się cieniutkim skrzydłom brwi
naprawiam fotel z roku na rok coraz bardziej bujany
przez srebrne żaluzje słońce czyta franzakafkę
porzuconego na stole

blada muszka owocówka
w płaszczu z szarej renety uważnie bada bieg
czasu i czy z tego biegu uda się ocalić
smak rzeczy oczywistych czułe lepkie piętno

umiera moja matka która przez całe życie naczytała się rymkiewicza
eliota brechta więc teraz nasłuchuje ósmego kwartetu dymitra
gdzieś od strony gruszy a ja jej mówię mamuś
daj spokój śmierci ona od rana jest niespokojna

 

W utworze Dariusza Bereskiego Verba volant, scriptamanent. / Matce/, poeta przekazuje matce to, o czym Różewicz marzył i o czym z żalem pisał, a nie spełnił. Poeta obdarowuje matkę, pisząc:

 

(…)


Przyjmij
Bukiet kwiatów polnych
Obraz w akwamarynie malowany tęsknotą
Wspomnienia koloru lawendy
I czułość jaśminu
Lekki powiew bryzy nad jeziorem
Nieboskłon utkany moim Zodiakiem
Niewinny pył kwitnącej brzozy
Balladę starej gruszy
Błotnych kaczeńców pokłony
Odwiedziny czapli
To nic że siwej
A nawet gościniec owadów
Tajemniczy uśmiech Twojego lasu
Który
Tak kochasz...

 

 

Są to już inne wypowiedzi liryczne. Osobiste, zdystansowane, pełne nostalgii, niebojące się wyznań, nawet tych wyjątkowo trudnych.

 

 

Mother Departs
By TadeuszRóżewicz
Translated by Barbara Bogoczek
Edited and introduced by Tony Howard
Published by Stork Press 2013
Hardback (special edition) 978-0-9573912-0-8


Podziel się

"Niosący Słowa"

Pod intrygującym tytułem Niosący Słowa ukazała się w ostatnim dniu sierpnia 2013 roku antologia, prezentująca twórczość trzydziestu czterech poetów z różnych stron świata. Autorem pomysłu i redaktorem książki jest Frederick Herbert Rossakovsky–Lloyd, artysta malarz, literat, krytyk literacki, polski emigrant osiadły w Londynie, mecenas współczesnej kultury i sztuki, głównie polskiej poezji emigracyjnej.

 

Czego może oczekiwać czytelnik biorąc do ręki książkę – antologię? Etymologicznie słowo antologia (grec. anthos – kwiat, lego – zbieram) znaczy zbiór kwiatów. Czy taki zbiór był celem autora tego przedsięwzięcia?

Oto mamy inną, nietypowo zredagowaną antologię. Czytelnik spotyka w niej, oprócz wierszy, rozbudowane biogramy ich autorów, czasem bardzo osobiste, ubarwione anegdotami, ilustrowane fotografiami z różnych okresów życia, znajduje wywiady, ulubione cytaty, sentencje, reprodukcje innych niż poetyckie, form twórczych. Poprzez taki zabieg czujemy się jak wśród swoich. Zmniejsza się dystans: twórca – odbiorca.

Dotychczas zamieszczana w antologiach notka biograficzna została tutaj zamieniona na niemal zwierzenia autorów. Dowodzi to ważności przekazu twórcy, tego, czym chce się podzielić z innymi i co zdaje się być podobnie ważkie, jak myśli zawarte w wierszach.

W natłoku informacji, często krótkich wiadomości, którymi zapełniony jest każdy skrawek strony, utwory poetyckie nie są szczególnie wyeksponowane. Czytelnik musi je „wyłuskiwać” z tekstu i to właśnie jest jego nowym zadaniem. Nie ma monotonii, w każdej chwili można przerwać lekturę i wracać do niej też w dowolnym miejscu. Zachęca do tego staranna szata graficzna, niebanalne rozwiązania edytorskie i wreszcie, co najważniejsze, możliwość poznania najnowszej polskiej i polonijnej poezji emigracyjnej.

W prologu zbioru jego autor rozwija myśli o słowach wyeksponowanych w tytule książki. Definiuje ich znaczenie codzienne i metaforyczne, ich oddziaływanie i siłę, a także własne zadanie wobec niosących słowa, których złapał za skrzydła.

Scripta manent!

Promowanie współczesnych twórców, na których silny wpływ ma emigracja, zasługuje na najwyższe uznanie. Nic dziwnego, że już podczas premierowego przedstawienia w Wilnie, Antologia otrzymała prestiżowe wyróżnienie – Statuetkę Stanisława Moniuszki i ponowną nagrodę „Złotego Anioła” w czasie gali w Birmingham, a nakład 2500 egzemplarzy wyczerpał się w ciągu zaledwie miesiąca.

Czytelnik niech osądzi...

Irena Moll

 

Wydawca Antologii: 2Kings&LuvPublishers - London - UK
Książkę wydano pod patronatem:
International Polish Artists Association (IPAA)
(Międzynarodowego Stowarzyszenia Artystów Polskich z siedzibą w Londynie), którego prezesem jest autor dzieła, Frederick Herbert Rossakovsky-Lloyd.


Podziel się
Tagi: recenzja

Dariusz Berski i Piotr Kasjas w Inowrocławiu

W dniu 7- go kwietnia 2013 roku w inowrocławskim Teatrze Miejskim odbyło się spotkanie poetyckie. Na autorski wieczór wypełniony wysublimowaną poezją zaprosili : inowrocławska poetka Alicja Kuberska, poeta z Birmingham/Wielka Brytania/ Piotr Kasjas oraz aktor i poeta z Wrocławia, zamieszkały w Toruniu, Mistrz Mowy Polskiej Vox Populi 2012- Dariusz Bereski. Organizatorem spotkania było Kujawskie Centrum Kultury z Inowrocławia. Poetom towarzyszył jazzowy zespół muzyczny Background, który z niezwykłym wyczuciem wprowadził gości w smak prywatnych alienacji, publiczną analizę uczuć oraz zamkniętą w poezji miłość i tożsamość. Moderatorem spotkania była Pani Monika Śliwińska. Poeci przedstawili nie tylko swoją twórczość, ale także nakreślili słowem rodzaj uprawianej sztuki oraz zakres prowadzonej działalności kulturalnej.,, Żyjemy w czasach głębokiej przemiany współczesnego świata. Wydaje nam się, że nigdy wcześniej nie byliśmy tak blisko centrum rzeczywistości. Z drugiej zaś strony, przy tak intensywnie rozwijających się technologiach, szybkości przepływu informacji coraz częściej stawiamy podstawowe pytania.- To jedna z tez, którą postawili poeci podczas autorskiego spotkania.,, I jednocześnie nigdy dotąd idea humanizmu nie wydawała nam się tak pusta i bezwartościowa jak dziś. W odpowiedzi na rozum - gloryfikuje się instynkty, sens - wypierany jest przez nonsens. Ale współczesny świat i współczesna poezja , poezja obecna w teatrze, daje nam też ogromną szansę pozostania sobą’’- to kolejne słowa, które usłyszała publiczność z ust poetów. Poeci sięgnęli do twórczości, prezentując na scenie swoje wiersze. Publiczność z zainteresowaniem wysłuchała poetyckich strof w pięknej interpretacji pana Dariusza Bereskiego, który sięgnął także do twórczości Cypriana Kamila Norwida, ojca współczesnej poezji, oraz wprowadził słuchaczy w temat niezwykłości słowa.,, Słowo - dar, słowo, materiał ostatecznego, najwyższego i najdoskonalszego rzędu. Materiał przede wszystkim syntetyczny, zdolny wyrazić to wszystko, co wyrazić może wszelki inny materiał artystyczny; zdolny wywołać mianowicie wizję zarówno linii, jak kształtu, zarówno barwy, jak dźwięku’’. Nie zabrakło również ciepłych słów o warszawskiej ,,Poezji Dzisiaj’’- pana Aleksandra Nawrockiego, poety, tłumacza,właściciela wydawnictwa IBiS, twórcy Światowych Dni Poezji UNESCO i Festiwali Poezji Słowiańskiej, opiekuna i promotora współczesnych polskich poetów. Pani Ewa Modrzejewska i pan Marek Hłaska byli reprezentantami nurtu poezji śpiewanej. Na deskach teatru w Inowrocławiu po raz pierwszy wykonali piosenkę na motywach wiersza,, Cyganka’’, napisanego przez Panią Alicję Kuberską. Piotr Kasjas, oprócz recytacji swoich wierszy podzielił się z publicznością doświadczeniami oraz rolą poezji emigracyjnej w obecnym świecie literatury polskiej i znaczeniem grupy poetyckiej PoEzja Londyn, której założycielem jest Adam Siemieńczyk- Laureat Światowego Dnia Poezji pod honorowym patronem Polskiego Komitetu ds. UNESCO 2012. Swobodna formuła wieczoru pozwoliła na szczerą, spontaniczną wymianę myśli. I tak na deskach inowrocławskiego Teatru Miejskiego miłośnicy poezji konstatowali podstawowe pytanie- Co to jest „poezja”? Kiedy właściwie mamy z nią do czynienia? Jedną z wielu możliwych odpowiedzi usłyszano z ust Dariusza Bereskiego,, Z pewnością poezja pojawia się wtedy, gdy słowa dziwią się sobie nawzajem. Inaczej mówiąc, bez słów na scenie nie można logicznie mówić czy to o „poezji sceny”, czy o poezji w teatrze, czy o „teatrze poetyckim”. Wśród przybyłych na spotkanie gości obecni byli i inni poeci. Miedzy innymi pan Mieczysław Wojtasik- poeta, satyryk, krytyk literacki, wydawca, profesor na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy . Spotkanie autorskie z poetami zakończyło się kuluarowymi rozmowami, promocją najnowszych tomików wierszy. Wieczór przewidziany na godzinę, przeciągnął się do dwugodzinnego spotkania. Pomimo tego wielu słuchaczy odczuwało niedosyt i padały postulaty, aby tego typu spotkania weszły na stałe w kalendarz imprez artystycznych Inowrocławia.

Dariusz Bereski


Podziel się

GORĄCY PONIEDZIAŁEK Z NOBLISTĄ

Poniedziałek 3 października 2011 r. to był bodaj najbardziej upalny dzień tej jesieni – 28 st. C. W ten nietypowy jesienny dzień na dziedzińcu British Library w Londynie odbyło się publiczne czytanie wierszy polskiego noblisty – Czesława Miłosza. Wieczorem natomiast można było zostać na wykłady, w planie połączone z dyskusją.

Podobno publiczne czytanie wierszy stają się coraz bardziej popularne. I to nawet w Polsce. Jedno jest pewne – nikt inny jak Brytyjczycy (i może jeszcze Amerykanie) – tak chętnie i spontanicznie nie angażuje się w publiczne imprezy kulturalne. To kapitalne i budujące zjawisko. 3 październ

Rosie Goldsmith i Magda Raczyńska z Instytutu Kultury Polskiej w Londynie na spotkaniu promującym twórczość Czesława Miłosza w British Library
Rosie Goldsmith i Magda Raczyńska z Instytutu Kultury Polskiej w Londynie na spotkaniu promującym twórczość Czesława Miłosza w British Library

ika pogoda sprzyjała. Na dziedzińcu Biblioteki Narodowej oprócz codziennej grupy odwiedzających, którzy znużyli się włóczeniem po labiryntach książek i przysiedli z chłodnym, białym winem, pojawiło się „kilku” wielbicieli Miłosza. Biorę słowo kilku specjalnie w cudzysłów, bo mam i takie doświadczenia z czytania poezji, gdzie kilka oznaczało „nie więcej niż pięć”.

 

Prowadząca imprezę prezenterka BBC, Rosie Goldsmith, zdołała zgromadzić znacznie większą grupę. Za anglosaskie poczucie ciekawości do poezji wielkich ludzi, Miłosz cenił Stany Zjednoczone – na jego wieczorach w Polsce czy w Europie pojawiało się (przed Noblem) 10 osób. W Stanach było ich często 110. Każdy chętny, który zarejestrował się do przeczytania wiersza i wybrał sobie jeden z przygotowanych wcześniej utworów, stawał do publicznego performancu. Chętni byli, i to nawet przypadkowi przechodnie. Czytający sami też zachęcali przyglądających się do brania udziału w kulturalnej imprezie: „Nawet jeśli nie czytacie poezji na co dzień – przeczytajcie ją dzisiaj, będzie z głowy na cały przyszły miesiąc” – argumentował jeden z nich.

Mr. Thomas czyta swój ulubiony wiersz polskiego noblisty
Mr. Thomas czyta swój ulubiony wiersz polskiego noblisty

Niektórym taka argumentacja przypadła do gustu i… rozsmakowali się w poezji na tyle, żeby przeczytać nie jeden, ale i dwa wiersze. Wśród czytających tego dnia wiersze Miłosza był „Mr. Thomas”, którego polscy sąsiedzi nazywają po prostu „Panem Tomaszem”. I tak mi się ów pan przestawił. „Pan Tomasz” – wielbiciel Miłosza. Na spotkanie w British Library przyniósł ze sobą dwie książki noblisty… z jego dedykacjami. Na pożółkłych frontowych stronach – wąski podpis, ledwie czytelnym pismem. Niebieski atrament.

 

Thomas zna i ceni Miłosza już od czasów studenckich. Kiedy noblista zawitał w 1988 r. do Londynu i spotykał się z czytelnikami w Southbank Centre, naturalnie się tam zjawił. „Wiem, że to nie jest tak jakbym go znał osobiście” – powiedział – „ale będę mógł powiedzieć moim wnukom, że zamieniłem z nim kilka zdań. I oto dowód” – stwierdził z uśmiechem. Zdaje się, że poezja ma rzeczywistą, magiczną moc, bo Thomas o Polsce i jej historii, wiedział zdumiewająco wiele. Po raz kolejny życie pokazuje, że stereotyp Brytyjczyka-ignoranta, to wymysł podtrzymywany przez, co prawda głośną, lecz wąską grupę. Są i tacy, którzy mają znacznie szersze horyzonty. Po wieczorze Miłosza w British Library można powiedzieć, że nie jest to mała grupa. Wybranymi wierszami Czesława Miłosza, Thomas zna i ceni Miłosza już od czasów studenckich. Kiedy noblista zawitał w 1988 r. do Londynu i spotykał się z czytelnikami w Southbank Centre, naturalnie się tam zjawił. „Wiem, że to nie jest tak jakbym go znał osobiście” – powiedział – „ale będę mógł powiedzieć moim wnukom, że zamieniłem z nim kilka zdań. I oto dowód” – stwierdził z uśmiechem.

Zdaje się, że poezja ma rzeczywistą, magiczną moc, bo Thomas o Polsce i jej historii, wiedział zdumiewająco wiele. Po raz kolejny życie pokazuje, że stereotyp Brytyjczyka-ignoranta, to wymysł podtrzymywany przez, co prawda głośną, lecz wąską grupę. Są i tacy, którzy mają znacznie szersze horyzonty. Po wieczorze Miłosza w British Library można powiedzieć, że nie jest to mała grupa. Wybranymi wierszami Czesława Miłosza, zachęcani przez Rosie Goldsmith dzielili się z zebranymi na dziedzińcu poeci, tłumacze Miłosza na angielski czy litewski, wielbiciele jego twórczości, czy nawet sami organizatorzy.

Do czytania wierszy ustawiła się kolejka chętnych
Do czytania wierszy ustawiła się kolejka chętnych

Magda Raczyńska z Instytutu Kultury Polskiej w Londynie oraz przedstawiciele Ambasady Litewskiej zaprezentowali zebranym swoje ulubione utwory Miłosza. Nie sposób wymienić wszystkich czytających, ale należy zaznaczyć, że wystąpili również: litewski poeta Kornelijus Platelis i historyczka Irena Grudzińska Gross, których można było posłuchać na późniejszych wykładach. Najbardziej popularnym utworem była „Dedykacja”, który czytany był tego wieczoru trzy razy, a Irena Grudzińska Gross poświęciła mu część swojego wykładu.

 

Poeta dwóch kultur

Inaczej niż politycy, ludzie kultury raczej potrafią się dogadać, toteż nikt nie kłócił się o tożsamość Miłosza. Zresztą poeta sam niejednokrotnie przyznawał, że czuje się w pełni związany z dwiema ważnymi dla niego kulturami: polską i litewską, której on sam w sobie rozdzielić nie mógł. I nie chciał. Po publicznym czytaniu wierszy Miłosza spotkanie przeniesiono do części konferencyjnej, gdzie zaplanowano kilka wykładów zaproszonych gości oraz dyskusję.

Wieczorne spotkanie, poprzedzone wstępem jednego z trojga organizatorów wydarzenia, Poets in the City, poprowadził znany poeta i tłumacz David Constantine. On jako pierwszy wygłosił krótki referat o Miłoszu, w którym zaznaczał, że noblista był najwytrwalszym bodaj orędownikiem polskiej poezji i generalnie literatury na Zachodzie.

 

Constantine przypomniał zebranym, że to właśnie nobliście zawdzięczają pierwsze tłumaczenia utworów Zbigniewa Herberta czy ulokowanego obecnie wysoko na liście do Nagrody Nobla, Zagajewskiego. Po nim, z kolejnym wykładem wystąpiła Fiona Sampson, a po niej litewski poeta i tłumacz Kornelijus Platelis, który zachęcony przez współ-wykładowców przeczytał jeden z wierszy Miłosza w swoim przekładzie.

Od lewej: Fiona Sampson, Irena Grudzińska Gross, David Constantine, Kornelius Platelis, Denis MacShane
Od lewej: Fiona Sampson, Irena Grudzińska Gross, David Constantine, Kornelius Platelis, Denis MacShane

Interesujące było również wystąpienie historyka i członka International Milosz Centenary Committee, Ireny Grudzinskiej Gross, która podkreślała jak bardzo poeta parł „pod prąd” w swych wyborach. On to, mieszkając i żyjąc w Warszawie w 1944 r., opowiadał się głośno przeciw Postawaniu, gdy młodsi jego koledzy po piórze, spalali się za niepodległość. To dla nich, już po upadku Powstania, poeta napisał tak często wspominany tego wieczora wiersz pt. „Dedykacja”. Irena Grudzińska Gross podkreślała, że Miłosz nie mógł i nie potrafił sprzeciwiać się temu w co głęboko wierzył, dlatego jego życie było bezkompromisowe i pełne bolesnych wyborów. Wszelkie cierpienia, rozterki i wyrzuty sumienia zrodziły i nadały ton w którym poeta wypowiedział się najpełniej.

 

Jako ostatni wygłosił przemówienie Denis MacShane, który choć ma korzenie polskie, przyznał się, że nie potrafi mówić po polsku. Jego ojciec był tak rozżalony sposobem w jaki polska „odzyskała niepodległość”, że nie widział sensu uczenia swoich synów ojczystego języka. Był pewien, że Polska zniknie z mapy świata. Postawa jego ojca nie była jednostkowa, ale jak podkreślał MacShane, Miłosz takiego punktu widzenia przyjąć nie potrafił. Zawsze i do końca pisał po polsku, dopiero po napisaniu polskiej wersji utworu, czasami tłumaczył swoje teksty na angielski.

Zapowiadana na koniec spotkania dyskusja się nie odbyła, ze względu na znikomą ilość czasu która pozostała po zakończeniu wykładów oraz autorytatywny charakter prowadzącego. David Constantine jednocześnie zadawał pytanie i na nie odpowiadał, nie zostawiając współuczestnikom na wtrącenie słowa lub dwóch. I choć niektórzy próbowali (Fiona Sampson), to do głębszych dysput dojść nie mogło. Spotkanie odbyło się przy współpracy stowarzyszenia Poet in the City, Instytutu Kultury Polskiej w Londynie i Ambasady Litewskiej.


Podziel się
Tagi: Miłosz

Kalendarz

« listopad »
pn wt śr cz pt sb nd
  0102030405
06070809101112
13141516171819
20212223242526
27282930   

O moim bloogu

Strona ta, pełni charakter typowo informacyjny. Wszelkie materiały zawarte tutaj nie są mojego autorstwa, w całości pochodzą z różnych źródeł świata internetu.

Maria Cyranowic...

więcej...

Strona ta, pełni charakter typowo informacyjny. Wszelkie materiały zawarte tutaj nie są mojego autorstwa, w całości pochodzą z różnych źródeł świata internetu.

Maria Cyranowicz

 

schowaj...

Głosuj na bloog






zobacz wyniki

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

Statystyki

Odwiedziny: 5998
Wpisy
  • liczba: 61
  • komentarze: 0
Punkty konkursowe: 0

Lubię to

Więcej w serwisach WP

Ale seriale

Pytamy.pl